Indonezja to kraj 17 tys. wysp i tysiąca kontrastów. Kraj wielu kultur, tradycji, języków, religii, czynnych wulkanów. Żyje tu aż 300 grup etnicznych, posługujących się 250 odrębnymi językami. W tym największym muzułmańskim kraju świata wyspa Flores jest ewenementem - 90% jej mieszkańców to chrześcijanie. Choć leży na końcu świata, wszyscy tu wiedzą o istnieniu Polski, a to za sprawą polskich misjonarzy z zakonu werbistów, którzy oprócz swojej duchowej posługi zasłynęli na wyspie jako budowniczowie dróg, kościołów, szkół, seminariów, mostów, studni i jako świetni menadżerowie. Przekonałam się o tym, gdy 5 lat temu, mniej więcej o tej porze roku, po 3 dobach męczącej podróży i nieprzespanych nocy, wylądowałam na magicznej wyspie Flores, w Labuan Bajo. Obudził mnie do życia głos mężczyzny proponującego mi transport łódką, który słysząc, że jestem z Polski, zawołał radośnie: „Polandia!”. I od tego momentu ciągle słyszałam imiona polskich księży, którzy są tu od 1965 r. i zmienili oblicze tej górzystej wyspy. Jednym z nich był ks. Tadeusz, który zaprosił mnie do swojej parafii. Pod swoją opieką miał wtedy 11 tys. osób. Oprócz kościoła miał 10 stacji, które systematycznie odwiedzał i odprawiał nabożeństwa. Mówił, że na jednej Mszy św. w niedzielę bywa 3 tys. ludzi.
Wielu mieszkańców Flores opowiadało nam też o ks. Janie. Znał go nawet przewodnik z pobliskiej wyspy Komodo, słynącej z waranów. Gdy usłyszał, że jestem krajanką ks. Jana, pochwalił się znajomością kilku polskich słówek - „małpa”, „dziękuję”, „dzień dobry”. Flores, czyli „wyspa kwiatów”, to urokliwa, górzysta wyspa wchodząca w skład Małych Wysp Sundajskich. Każda wioska to nieco inne zwyczaje, obrzędy. Wiele z nich przetrwało z czasów, gdy na wyspie nie było katolicyzmu. W jak bardzo egzotycznym jestem miejscu, przekonałam się, gdy dotarłam do wioski, w której obowiązuje matriarchat. Rządzą tu kobiety, bo - jak tłumaczył jeden z tubylców - mają większą moc od mężczyzn. Ks. Tadeusz szybko wyprowadził mnie z błędu, opowiadając o trudnym losie tutejszych kobiet. W większości miejsc jest patriarchat, a kobieta traktowana jest jak własność mężczyzny, którą zresztą ten wykupuje.
Wyspę przecina 375-kilometrowa górzysta drogą, która ma ponoć najwięcej zakrętów na 1 kilometr na świecie. Dla osób borykających się z chorobą komunikacyjną to nie lada wyzwanie. A można nią dotrzeć do wielu niezwykłych miejsc, choćby nad jeziora Kelimut, mieniące się barwami, w których według wierzeń tubylców mieszkają dusze zmarłych. Warto odwiedzić Moni z tradycyjnymi strzelistymi dachami krytymi strzechą czy okolice Bajawy, słynące z interesujących obrzędów. Wogo z rytualnymi ołtarzami, a także charakterystycznymi ngadhu, czyli symbolami przodków męskich, i bhaga - symbolami przodków żeńskich. To tu, w jaskini Liang Bua, antropolodzy odkryli Homo floresiensis, czyli człowieka z Flores, szczątki małych ludzi, nazwanych przez naukowców hobbitami. Istoty te, mieszkające tu kilkanaście tysięcy lat temu, mierzyły około metra wzrostu, miały mózg trzykrotnie mniejszy od mózgu człowieka. Badania przeprowadzone w Australii potwierdziły, że był to odrębny gatunek homo sapiens. W pobliżu Flores odwiedziłam małą wyspę Lembaka, gdzie do dziś mieszkańcy polują na wieloryby w tradycyjny sposób - za pomocą harpunów. Wielorybie mięso zastępuje walutę, można za niego nabyć kurczaki, tkaniny i inne rzeczy niezbędne w domowym gospodarstwie. Najpopularniejszym jednak przysmakiem były tam suszone na słońcu, niemiłosiernie słone ryby.
Tekst i fot.: Beata Zalot
Tygodnik Podhalański
51-52/2015